29.03.2019

Syrop z pigwowca - najlepszy na przeziębienie



Mam nadzieję, że zima pożegnała się z nami na dobre, że odtąd tylko: zieleń, kwiaty i słońce. Od jesieni szaleją paskudne wirusy, trzymają długo, nie chcą odpuścić. Na szczęście nasza czwórka jakoś przetrwała ten paskudny czas. Ja tylko kilka dni przeleżałam w łóżku, kurując się w sposób naturalny. Ale wielu znajomych choroby i przeziębienia trzymały długo i nie chciały odpuścić.



Ulubione naturalne wspomagacze naszej odporności to od kilku lat niezmiennie: syrop z kwiatów czarnego bzu, o którym pisałam tutaj albo syrop z mniszka lekarskiego przepis znajdziesz klikając tu. Najdłużej jednak w moim domu króluje syrop z pigwowca, który od wielu lat przygotowuje moja mama. Zawsze wracając z Turku do domu zabierałam ze sobą gotowe słoiki. Ubiegłej jesieni zmierzyłam się z pigwowcem sama.



Mój tata, jako że ma świetną rękę do roślin, rozmnożył ten piękny krzew, który jest wielkości ogromnego żywopłotu pod domowym tarasem. Pełni on kilka funkcji, przede wszystkim ozdobną i owocodajną. A że pigwowiec to samo dobro, każdy z nas wie.


Jednym z pigwowcowych rarytasów jest syrop, który bardzo chętnie dodajemy do herbaty. Zwłaszcza w jesienne, zimowe i wczesnowiosenne dni. Ma bardzo dużo witaminy C. Jest kwaskowy, działa na herbatę jak cytryna, ale jest o wiele bardziej wartościowy. Jeśli sami zbieraliśmy owoce, wiemy gdzie rosły i jesteśmy przekonani, że nie były podlewane czy spryskiwane żadnym świństwem to jesteśmy w doskonałej sytuacji.
W październiku ubiegłego roku kilka wieczorów spędziłam na przygotowywaniu tego rarytasu. W całym domu roznosił się zapach lekko cytrusowy, orzeźwiający. Tamtego roku pigwowiec obrodził pięknie, owoce miał dorodne, niczym jabłka. Żółte, złociste i aromatyczne.

Jabłuszka umyte najpierw proponuję przekroić na pół albo na ćwiartki, żeby łatwiej było wyjąć nasionka. Potem kroimy dość drobno. Pamiętajcie, że nie tylko syrop, ale owoce z tego syropu doskonale nadają się do konsumpcji!!! Krojenie pigwowca nie jest łatwe, owoce są dość twarde, najlepiej przygotować dobry nóż.


Pokrojone dobro kładziemy do miski lub garnka, zależy ile mamy tego skarbu, i zasypujemy cukrem. Ile cukru? Nie za mało. Cukier powoduje, że owoce puszczą sok, a na tym nam zależy. Poza tym cukier pełni tu funkcję konserwującą.. Zasypane pocięte jabłuszka zostawiamy na noc, a nawet dłużej, by zakryły się naturalnym syropem. Pachnie obłędnie. Po kilkunastu godzinach przekładamy nasze dobro do słoików i poddajemy delikatnej pasteryzacji.

Mojego pigwowca starczyło na cała zimę, mogłam nim obdarować znajomych, sąsiadów. Sama nie żałowałam sobie ani dzieciom, ani mężowi.

Nie martwcie się, jeśli zostaną wam owoce. Można je jeszcze wykorzystać. W jaki sposób? Robiąc na nich nalewkę albo dobierając wódeczkę, do takiego trunku lubimy dodać nieco miodu. Mikstura ta jest równie smaczna i aromatyczna, no i przede wszystkim zdrowa.
Polecam Wam. Niech żyje pigwowiec.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz