27.04.2015

„Miód” z mniszka


Koniec kwietnia i przyroda się rozbuchała. W mgnieniu oka się zazieleniło, zaraz zakwitną kasztany, a teraz oczy cieszą się z kolorowej łąki. Kolorowej, z przewagą zieleni i żółci. A ponieważ w życiu dorosłym żółć mi się przelewa, postanowiłam ją zamknąć w słoiku, no i trochę osłodzić.




A teraz bez metafor…

Rok temu pierwszy raz, patrząc na rozświetloną przez kwitnące mlecze łąkę, przypomniałam sobie, że przecież dawniej nie wyrywano ich z trawników, ale wykorzystywano w celach zacnych – kulinarnych i leczniczych. Fakt, że nasze babcie, bez wiedzy chemicznej i technologicznej wiedziały, że mlecz nie jest zwykłym chwastem, ale rośliną bardzo pożyteczną, wprawia mnie w jeszcze większy zachwyt i uznanie.


Obserwując trawnik-łakę przydomową postanowiłam poszukać receptur na syrop/miód z mniszka lekarskiego. Przecież w województwie kujawsko-pomorskim produkt ten został uznany za tradycyjny/regionalny i wpisano go na ministerialną listę. Robiły i robią go gospodynie w mojej okolicy, każdy może to zrobić.

Metod na przyrządzanie miodu z mniszka jest kilka, mnóstwo można znaleźć w sieci. Ja sięgnęłam w tym roku do książki Grażyny Szelągowskiej „Kuchnia z rodowodem”. Na jednej stronie są dwa przepisy, spośród których wybrałam ten mniej skomplikowany:

„Miód z mniszka:
400 baldachów mniszka, 1 kg cukru, i duża cytryna, 1 litr wody.
Baldachy zerwać z rana jak się rozwiną, nie płukać, żeby nie spłukać pyłku, położyć na biały papier, żeby wyszły wszystkie robaczki. Przegotować wodę, ostudzić, zalać tą wodą kwiaty i gotować 10 minut. Obrać cytrynę, pokroić w plastry, dodać wywaru, gotować 5 minut. Następnie odcedzić, dodać cukier i gotować godzinę.”


Ostatni etap trochę przedłużyłam, by miód był bardziej gęsty.

Kwiatków zebrałam tylko 800, więc dziś mój miód jest jedynie przymiarką i próbką. Ale z nadzieją patrzę na przyszły tydzień. Myślę, że na Prowincji pojawi się wsparcie i zrywanie będzie szło lepiej…


Oczywiście jeśli nie mamy czasu, by wybrać się na łąkę oddaloną od głównych dróg, zalecam i zachęcam, by zakupić taki produkt od lokalnych wytwórców.

Dziś, w piękny, wolny od pracy dzień, wybrałam się z samego rana na łąkę, zabrałam kosz, koc i tak sobie zrywałam kwiatki wyobrażając sobie nasze babki i prababki. Jedno z przyjemniejszych zajęć, zbieranie kwiatów. Te jednak mają jeden minus – bardzo brudzą. Dlatego też, zanim wybierzecie się na zbiory, przygotujcie odpowiedni strój roboczy oraz rękawiczki. Ja rok temu o tym nie pomyślałam, roztaczając wokół siebie romantyczną wizję prowincji i darów natury. Potem, z mojej garderoby musiały zostać usunięte pewne bardzo wygodne i ulubione spodnie.


Mniszek ma wiele zalet, pysznie smakuje, może być substytutem miodu dla wegan, może też być użyty w kuchni przez mięsożerców, może być składnikiem dresingu, dodatkiem do mięs albo po prostu syropem na kaszel czy słodzikiem do herbaty lub dodatkiem do czegoś mocniejszego…



Może też być wyjątkowym prezentem. Rok temu, szykując się na pewien szykowny ślub, postanowiłam przygotować nowożeńcom prezent na miesiąc miodowy. Miód z mniszka z dodatkiem goździków, cynamonu i imbiru. Trochę taki staropolski, trochę barokowy, myślę że bardzo afrodyzjakalny. Aromatyczny i słodki, jak miłość. A przecież zbliża się maj, miesiąc miłości…



1 komentarz:

  1. Jak dobrze mieć mamusię na wsi i dużą łąkę za domem... :)

    OdpowiedzUsuń