06.12.2019

Przedświąteczne rytuały i kultowa zupa grzybowa



Dreszcze mnie przechodzą, kiedy pomyślę sobie, że dla moich dzieci jestem już innym pokoleniem i generalnie na wielu rzeczach to się nie znam. Teraz już wiem, jak się mogli czuć moi rodzice, doskonale pamiętam, co mogłam sobie myśleć o czterdziestolatkach, kiedy byłam w wieku wczesnonastoletnim. Zgroza… Na szczęście w okresie przedświątecznym ratuje mnie myśl o przygotowaniu świąt, drobne rytuały, które układają w całość bożonarodzeniową układankę.




Na początku kalendarz adwentowy… Z dzieciństwa, w którym, królowały słodycze czekoladopodobne, kolorowy kalendarz z Niemiec był prawdziwym marzeniem. Ja chyba nigdy takiego nie miałam, ale moja kuzynka owszem. Lubiłam oglądać to kolorowe pudełko, tyle barwnych rysunków, tyle detali. Ten kalendarz tak pobudzał moją wyobraźnię, mogłam się w niego gapić, jak później w choinkę – bez przerwy. Dziś kupne kalendarze są wypierane przez robione własnoręcznie. Są nie tylko kolorowym pudełkiem z czekoladkami, ale przedświąteczną dekoracją, elementem wystroju wnętrz, motywacją. Szczerze żałuję, że jeszcze nigdy nie zrobiłam własnoręcznie takiego kalendarza, ale wszystko przede mną. Mam nadzieję na jeszcze niejedną „gwiazdkę”.





Dziś mikołajki, kto nie lubi tego dnia? Ja bardzo lubię. W moich rodzinnych stronach prezenty mikołajkowe dzieci znajdują pod poduszką. Zazwyczaj są to symboliczne upominki, najczęściej słodycze. W Toruniu poznałam zwyczaj przynoszenia prezentów do buta. Dzieci wieczorem przed Mikołajkami czyszczą buty, ale i sprzątają w pokojach, starają się być grzeczni… Lubię te poranne zadziwienia i radości. Bardzo.



Czekałam na 6 grudnia jako dziecko, nastolatka i teraz jako mama też. Bo to początek magicznego czasu, oczekiwania na święta, szukania prezentów, myślenia o dekorowaniu domu, o spotkaniach i o smakach wigilijnych. To czas, moglibyśmy powiedzieć hygge, czyli po naszemu czas relaksu, przytulności i bliskości. Tak właśnie sobie ten czas wyobrażam, tak sobie ten czas kojarzę, wspominam i planuję.

Mimo, iż święta spędzamy poza prowincją, nie zamierzamy pozbyć się przytulnego rustykalnego klimatu, trzaskającego ognia w kominku, żywej wielkiej choinki, domu całego z zapachach. Wigilię spędzimy rodzinnie. Będzie  dużo śmiechu i smakołyków, i pewnie też ulubione programy i filmy w TV.

Za czym co roku tęsknię najbardziej i na co czekam szczególnie? Na zupę grzybową mojej mamy. W wigilię pachnie i smakuje najlepiej na świecie. Grzybów w moim rodzinnym domu zawsze było i jest dużo, bo rodzice uwielbiają chodzić po lesie, zbierać grzyby, które następnie w ogromnej ilości są przetwarzane, głównie marynowane i suszone. Kocham to. Wielkie pięciolitrowe słoje suszonych – oddzielnie kapelusze, oddzielnie ogonki. A w spiżarce: malutkie, zgrabniutkie, pięknie opisane i ozdobione słoiczki z grzybkami w occie. Rarytasy!!!



Takie moje szczęście – spiżarnia mojej mamy karmi nas wybornie, każda wizyta kończy się wyśmienitym zaopatrzeniem. Kto był, ten wie!

Wracając do zupy grzybowej, krótki opis przygotowania tej cudnej pachnącej lasem świątecznej potrawy. 

Składniki:

  • grzyby suszone, 
  • woda, 
  • cebula, 
  • masło, 
  • pieprz, 
  • sól, 
  • śmietana. 
Grzyby – zacna ilość – jeśli mamy grzyby suszone nie żałujmy ich do tego wywaru (sic!) gotujemy je w osolonej wodzie, do garnka wkładamy też cebulę lub dwie – w całości. Ja cebulę lekko nacinam, by się nie rozwaliła, ale żeby puściła soki i wzbogaciła aromat naszego rarytasu. Do wywaru dokładamy pieprz w kulkach oraz masło – sporo prawdziwego masła. I tak sobie ten wywar na malutkim ogniu dochodzi. Powolutku, bez pośpiechu, po prostu slow. Kilka godzin, jak najlepszy rosół.

Ostatni etap, zanim zagęścimy grzybowy wywar śmietaną, to wyjęcie części ugotowanych grzybów. Można je wykorzystać do farszu (np. do pierogów), czy jakkolwiek. Żeby śmietana nam się nie zważyła – należy lekko ostudzić zupę lub śmietanę lekko ogrzać. Można też jeść bez zabielania, ja jednak od czystej grzybowej wolę kremową, śmietanową.

Co do zupy? To zawsze jest intrygujący temat. W moim domu tradycyjnie do grzybowej podawało się kaszę gryczaną, kleistą, która po ugotowaniu można było kroić albo kaszę jaglaną. Jako że jestem tradycjonalistką – zawsze do grzybowej podaję te dodatki. Wszyscy tak lubią. Tylko o kleistą gryczaną coraz trudniej.

Są osoby, które wolą zupę z kluseczkami, makaronem albo łazankami. Napisałabym jeszcze, że są tacy, którzy zupę podają z ziemniakami, ale nie - na moim stole w wigilijną noc ziemniaków nie zobaczysz. One tego dnia zwiastują biedę i chorobę. W wigilię ziemniakom, pyrom, grulom, kartoflom mówimy "nie".

Pamiętajcie, że możecie teraz on-line czytać stare książki kucharskie i poradniki, takie jak ten poniżej. Wejdźcie na www.polona.pl, a tam znajdziecie prawdziwe rarytasy!







Przed nami kilka tygodni przygotowań. Sprzątania, pieczenia, gotowania, krojenia, zakupów, ubierania choinki, strojenia domu. Wszystko takie piękne i sielskie. Życzę Wam, żeby nie wyprowadziło Was to z równowagi i by przyniosło magię. Magię świąt.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz