26.02.2021

Zatatrańce, czyli kluski z przepisu prababci Leokadii


Pisałam ostatnio, że ubiegły rok nauczył mnie jeszcze lepiej gospodarować zasobami spiżarki, zamrażarki, szafek kuchennych etc. Wiąże się to również z lepszym gospodarowaniem czasem. 


Kuchnia w czasach pandemii to bardzo często kuchnia i smaki dzieciństwa. Wie to dobrze ten, kto żył świadomie w latach 80-tych. Wtedy też robiło się zakupy na zapas, choć powody były zgoła inne. Rarytasów nie było, ale podstawowe składniki zawsze. Pamiętam, że już jako nastolatka słyszałam mądrość nad mądrościami, że najważniejsze, żeby w domu były zawsze: jajka, mleko i mąka. Wówczas z pewnością nie padniesz z głodu. I u mnie, drodzy Czytelnicy, nigdy nie brakuje tych trzech produktów.


Dzięki temu mogłam przygotować zatatrańce, czyli kluski z przepisu prababci Leokadii. Jak to bywa z tradycyjnymi przepisami trudno tu o aptekarskie proporcje, raczej wszystko, jak mi zdradziła moja mama, dodajemy na oko. Zwłaszcza mąki.


Porcja na 4 łakome osoby:

1,5 szklanki mleka

2 jajka

mąka

sól


Mleko mieszam z jajkami i dosypuję mąki tyle, by powstało gładkie ciasto gęste jak gęsta śmietana albo rzadkie ciasto drożdżowe. Nie zapominajmy dodać szczypty soli. Ciasto powinno odpocząć co najmniej pół godziny. W tym czasie możesz przygotować dodatki.




Kluski kładziemy na wrzątek nabierając ciasto łyżką. To takie kluski łyżką kładzione. Nie wiem dlaczego zatatrańce. Tego określenia nawet google nie zna. 


Takie smakołyki doceniłam dopiero jako dorosła kobieta, moje dzieci zawsze uwielbiały te kluski, zwłaszcza polane zasmażką, którą moja dziecina nazywała przez długi czas “smażonką”.




Co do takich pysznych klusek, jeżeli zasmażka Ci nie wystarcza? Kombinuj. Dla mnie najlepszą podpowiedź dało spiżarniane znalezisko. O czym za chwilę.


Trzecia fala pandemii wcale nie zachęca mnie do robienia częstych zakupów, podobnie jak stan mojego konta przed wypłatą. No więc staram się jak najdłużej gotować z tego co jest w domu. Dzięki temu udaje mi się wychodzić do sklepu raz w tygodniu. Czasem przygotowanie pełnego obiadu jest wyzwaniem, ale czasem po prostu trzeba ruszyć głową i zrobić dokładną inwentaryzację w kuchennych półkach.


Tak było i dziś, kiedy okazało się, że w spiżarni mam jeszcze schowaną na ten szczególny czas kapustę kiszoną. Mniam. Uśmiechnęło się do mnie kilo kwaśnego szczęścia. Pachnąca, soczysta, kwaśna - taka ulubiona. Jak Ty się uchowałaś? - pomyślałam, po czym z radością zaplanowałam pyszny, przednówkowy, postny obiad.




Znalazłam też połowę opakowania łuskanego grochu, wyjęłam ostatnie dwie czerwone cebule.


Kapustę ugotowałam razem z liśćmi laurowymi i odrobiną kminku. Połowę zmieszałam z ugotowanym grochem i połową usmażonej na masełku, drobno pokrojonej cebulki. Drugą część kapusty podsmażyłam z drugą połową cebulki i odrobiną mąki. Dodatki mogą być dowolne - od smażonej cebulki, po samo masło, albo treściwy sos mięsny.


Ale prawda jest taka, że same w sobie, w swojej prostocie są pyszne. Aż się gęba śmieje na samą myśl.


Proste, smaczne, pożywne i tanie. Na przednówek i post jak znalazł. Polecam.


Ps. zdjęcia i film przedstawiają zatatrańce w wykonaniu mojej Mamy <3


20.01.2021

Pięć mocnych punktów 2020 roku na Prowincji od kuchni

 

Że 2020 rok nie był zwyczajny wiemy wszyscy. Dla gastronomii był to bardzo trudny czas i bardzo współczuję wszystkim restauratorom i szefom kuchni z tego powodu. 

Starałam się, by mimo wszystko, nie opuszczał nas dobry smak i małe proste przyjemności. W 2020 roku gotowałam przede wszystkim w domu, przygotowałam kilka potraw po raz pierwszy od wielu lat (np. pyzy, placki ziemniaczane), na mój stół powróciły rosoły, zmierzyłam się z pasztecikami, pierogami, sernikiem oraz makowcem. Wieloma z moich kulinarnych przygód dzieliłam się z Wami. A początek roku 2021 rozpoczęłam dietą, o której usłyszałam w 2020 roku.

Widać po statystykach, do których czasem z próżności zaglądam, że odwiedzaliście mnie często. Dziękuję Wam, mam nadzieję, że udało się Wam czasem coś razem ze mną ugotować!

1. W 2020 roku gotowałam online

Niemniej skorzystałam z propozycji warsztatów kulinarnych prowadzonych online przez Akademię Kulinarną Studio A. Genialne i smaczne potrawy przygotowałam pod okiem Pawła Zasławskiego z restauracji Monka w Toruniu (kuchnia mączna i kuchnia wege) oraz Mateusza Bielińskiego z Dom Sushi w Toruniu (trochę orientalnego smaku).




Bardzo intensywne godziny w kuchni, a wcześniej sporo czasu spędzonego na poszukiwaniu produktów, których nigdy wcześniej nie używałam: kafiru, czarnej soli, trawy cytrynowej czy mąki kukurydzianej. 






Jednak do codziennej diety udało mi się wprowadzić dwa patenty:

  • sojowo-miodowy sos do podlewania kurczaka - ostatnio tylko tak przygotowuję drobiowe mięso!
  • nieaktywne płatki drożdżowe, oj tak, to jeden ze zdecydowanych hitów 2020 roku!!!
2. W 2020 roku przeraziłam się pustymi półkami...

Kiedy usłyszałam, że w sklepach zaczyna brakować produktów spożywczych i papieru toaletowego nie chciało mi się w to wierzyć. Ale kiedy ta zakupowa panika dotarła do Torunia, zrozumiałam, że to nie są żarty, ani wspomnienia lat 80-tych ubiegłego stulecia. 
Ciekawa jestem, czy zyskały na tym blogi z przepisami na wykorzystanie makaronu? I czy całe zapasy zostały zjedzone. Niepokojący był dla mnie brak drożdży!!! Ponieważ w pandemii regularnie wypiekałam chleb, ten produkt był nie raz przeze mnie poszukiwany. Raz nawet, jak za dobrych czasów, wymieniłam się z sąsiadką na słoik ogórków kiszonych :)




3. W 2020 roku robiłam zakupy rzadziej, większą wagę przykładałam do robienia zapasów i przetworów.

Nie jestem panikarą, ale też nie nalezę do ignorantów w kontekście pandemii, koronawirusa zalecam umiar i słuchanie mądrzejszych. Ja wierzę lekarzom, nie mam powodów, by szukać w całej tej sytuacji globalnego spisku. Nie czuję się komfortowo w dużych skupiskach, do sklepów chodzę raczej w takich porach, w których można się spodziewać mniej ludzi.
Nauczyłam się robić zakupy trochę na zapas. 
Mój zamrażalnik i spiżarka pozwolą mojej rodzinie przetrwać ładny czas bez wychodzenia po pierdoły do sklepu. Tym samym wydają nieco mniej. Tak mi się wydaje. Poza świeżymi warzywami, mam też mrożonki, które można przygotować szybko, a przy okazji smacznie obiad czy kolację. To się naprawdę sprawdza.
Mięso, grzyby, warzywa, zioła, a także przygotowane w większej ilości pierogi, paszteciki czy inne potrawy dające się zamrozić. 
Oczywiście latem zrobiłam sporo przetworów: 
  • ogórki kiszone (tradycyjnie)
  • sok pomidorowy (genialna sprawa)
  • leczo w słoikach - tego w przyszłym roku zrobię zdecydowanie więcej!!!
W spiżarce cały czas mam odpowiedni zapas kasz różnego rodzaju (oczywiście magazynuję i zjadam z głową - żeby się nie przyplątały żadne mole!!!).

4. W 2020 roku chodziłam na grzyby

Tak, z rozrzewnieniem wspominam te dni, kiedy udało mi się wyrwać do lasu. Jesień była wyjątkowo piękna i grzybowa. Bardzo dobrze pamiętam jak nazajutrz po kwarantannie (na szczęście jak do tej pory jedynej) spragniona świeżego powietrza poszłam do lasu. Nie mogłam z niego wyjść. Słońce, powietrze, no i grzyby...
Trochę tego dobra nazbierałam (razem z mężem oczywiście!), większość ususzyłam, część obgotowałam i zamroziłam. To było bardzo, bardzo dobre doświadczenie z ubiegłego roku. Zamierzam powtórzyć i w tym!



5. W 2020 roku statystyczny Polak przytył ok 3 kg!!!

Tak tak tak, praca i nauka zdalna nie wpływają zbyt pozytywnie na nasze ciało i samopoczucie. Z jednej strony doceniam możliwość pracowania z domu, ale z drugiej strony widzę jak bardzo mnie to rozleniwia - w sensie aktywności fizycznej. Nie musisz wychodzić z domu - nie wychodzisz, ograniczasz nawet wyjścia do sklepu. Wiosną ciągnie Cię na zewnątrz (ja na przykład do pracy postanowiłam chodzić), ale ponurą jesienią jest z tym nieco gorzej (już nie chodziłam do pracy, bo muzea zamknęli i powróciłam praca zdalna). 
Jesienią i zimą wciągają nas: kluseczki, pierożki, pieczone ziemniaczki, serniczki, czekolada, a kiedy nagle stajesz na wadze okazuje się, że jesteś co najmniej tym właśnie statystycznym Polakiem.

I ja pomimo umiarkowanej, ale jednak aktywności fizycznej, po kolejnych urodzinach weszłam na wagę i zapłakałam... 
Rower, spacery z kijkami, spacery po prostu dają dużo radości i satysfakcji (zwłaszcza wieczorkiem i kiedy czujesz lekki przymrozek), ale postanowiłam dołożyć do mojego wyzwania coś jeszcze. 



Pierwszy raz w życiu zmierzyłam się z dietą! Uwielbiam jeść, więc sama myśl o tym, że muszę ograniczyć posiłki wprawiły mnie w zły nastrój. Wszędzie tylko widziałam dobre jedzenie, przekąski, ciasteczka.... Przestałam wchodzić na Instagram. 
Przebrnęłam, bo dietę wybrałam wyjątkowo smaczną. pierwszych kilka dni ograniczałam ilość posiłków i dzienną dawkę dostarczanych kalorii, jednak każde przygotowane danie było pyszne, kolorowe i charakterne. Do tego odżywcze i smaczne zielone koktajle. Najtrudniejszy pierwszy tydzień, potem wracam do normalności. I stosuję się do nowych zasad - już teraz z przyjemnością, bo jem. I tak rozpoczęłam 2021 rok.