07.04.2020

Gołąbki nieco inaczej albo lasagne kapuściana


Czy jest tu ktoś, kto nie lubi gołąbków? Ja uwielbiam i na gołąbki zawsze znajdę miejsce żołądku. Odmówię deseru, ale dokładki gołąbka - nigdy!!!


Jedyny z nimi problem to dość czasochłonne przygotowanie. Parzenie kapusty, obieranie liść po liściu, wycinanie głąba - wszystko wymaga cierpliwości i precyzji. Dlatego, robiąc gołąbki, przygotowujesz ich cały gar. Nie ma sensu robić mniej, tym bardziej, że nadwyżkę można na przykład zamrozić albo zawekować. 


Mi osobiście nie udało się nigdy zostawić gołąbków na tak zwane “potem”. Wszystkie znikały pierwszego dnia, bez względu na to ile ich przygotowałam.


W ostatni weekend wróciłam z ryneczku z piękną główka młodej kapusty. Chciałam ugotować parzybrodę, ale ostatecznie zakupiłam też w ulubionym małym mięsnym sklepiku świeżo mieloną łopatkę i to był gołąbkowy impuls. Ryż na półce z zapasami, cebula w spiżarce, pomidorki koktajlowe, koperek, a i pomidory w puszcze się znalazły…. Wszystkie składniki gotowe, ślinka cieknie na samą myśl, tylko… coś mi się nie chce ich robić.


W takich sytuacjach, kiedy znajduję się pomiędzy łakomstwem a lenistwem, trzeba znaleźć złoty środek. I tym razem znalazłam. Przygotowałam w bardzo krótkim czasie danie pyszne, syte, można powiedzieć, że eleganckie, w którym smak gołąbków jest bezsprzecznie wyczuwalny. Pomiędzy moją propozycją a tradycyjnymi gołąbkami nie ma różnicy w produktach, jedynie sposób przygotowania jest inny.


Potrzebujesz:


Duzy garnek, lub brytfannę, lub inne naczynie z pokrywka, które możesz wstawić do gorącego piekarnika bez obawy, że nie wytrzyma wysokiej temperatury. Pokrywka musi być.

Kapustę (ja kupiłam główkę młodej białej kapusty, ale myślę, że świetnie sprawdzi się także kapusta włoska). Wybierz taki produkt jakiego używasz do przygotowywania gołąbków zazwyczaj i jaki Ci najbardziej smakuje.


Przygotuj też farsz, według uznania - mięsny lub wegetariański. 
Ja zrobiłam tradycyjny - z mięsa mielonego, gotowanego ryżu, podsmażonej cebulki. Wszystko wymieszane, doprawione do smaku (głównie sól i pieprz). Nie dodałam jajek. Nigdy ich nie dodaję do farszu w gołąbkach.


Jak postąpić z tymi zacnymi składnikami?


Na spodzie naczynia układasz pierwsze kapuściane liście. Są najgrubsze, najbardziej twarde. Wykładasz dno brytfanny najlepiej podwójną warstwę liści. Następnie nakładasz warstwę mięsa, potem znowu liście, potem znowu farsz i tak dalej - w zależności ile masz przygotowanych produktów.


Ważne, żeby na samej górze naszego przekładańca była kapusta zakrywająca farsz.
Tak przygotowaną gołąbkową lasagne podlewam odrobiną wody - żeby nam się nic nie przypaliło. Nakładamy pokrywkę i wkładamy do nagrzanego piekarnika (180-200 stopni), na 45 minut. Po tym czasie wyjmujemy z piekarnika. Na wierzch kapusty kładziemy masło oraz pomidory (miałam tylko koktajlowe oraz puszkę krojonych pomidorów, więc wykorzystałam obie możliwości). Tego masła to tak kilka ukrojonych listków, takie płatki maślane dla podkręcenia smaku. Ozdabiam, dla koloru i smaku świeżym koperkiem. Wkładam na kolejne pół godziny do piekarnika.



W międzyczasie ugotowałam ziemniaki, które podałam jako puree z masełkiem i śmietanką, ozdobione i dosmaczone koperkiem.
Pierwszy raz robiłam to danie i powiem Wam, że wyszło rewelacyjnie. Po pierwsze sposób pozwala Ci przygotować danie szybko i bez dodatkowych czynności - parzenie kapusty i oddzielanie liści i zawijanie gołąbków, po drugie smak nie różnił się znacznie od tradycyjnie zawijanych gołąbków.
Kroi się jak tort, rewelacja!!!



Jestem wielbicielką gołąbków bez sosu, a właściwie w sosie własnym. Poza tym nigdy mi gołąbkowy sos pomidorowy nie wychodził. Tym razem się udało, ale dopiero po zjedzeniu pierwszej porcji naszego wyśmienitego dania.Zgromadzony płyn, rosołek, wywar, przelałam do małego garnuszka, dodałam odrobinę jeszcze koncentratu pomidorowego, zagęściłam mąką, podgotowałam i wyszedł - jak najlepszy sos gołąbkowy od babci :)
Na kolację moje łakomczuchy poprosiły o powtórkę z obiadu, więc tym razem zacne, pokrojone porcje tortu gołąbkowego zostały polane pomidorową esencją.


Róbcie to danie, nie pożałujecie!!!


Przepis z dedykacją dla Julity, mojej Motywatorki w czasach zarazy (i nie tylko)

2 komentarze:

  1. Ale pomysłowy przepis :) Akurat mam wszystko, więc spróbuję :)

    OdpowiedzUsuń