26.07.2018

św. Krzysztof i nadmorskie żywienie



Lato w pełni, lipiec zbliża się do końca. Upały nie odpuszczają. Większość z nas podróżuje. Dziś warto to podkreślić, bo obchodzimy dzień św. Krzysztofa. Święty to nie byle jaki – jest patronem kierowców i podróżnych.

Toruń, ul. Mostowa

Ja też od kilku dni w podróży, więc myślę o św. Krzysztofie z czułością.

Św. Krzysztof patronuje mostom, miastom położonym nad rzekami oraz między innymi flisakom, podobnie jak św. Barbara jest patronem dobrej śmierci.

Wiślanym szlakiem...


Flisacze motywy są dla mnie bardzo ważne, rzeka od dłuższego czasu jest istotną częścią mojego tułaczego życia. Kiedy przeprowadziliśmy się na rubieże Chełmna powodowała, że musieliśmy się ewakuować w trakcie powodzi; odkąd wróciliśmy do Torunia zaprzyjaźniliśmy się z toruńskimi flisakami ze Slow Flow Guru oraz z Fundacją "Zamek Dybów i Gród Nieszawa", z którymi pływamy po Wiśle, opowiadając ciekawe historie. Polecam szczerze tą toruńską wiślaną atrakcję.


Wracając do św. Krzysztofa – zastanawiam się nad jedzeniem w podróży. Suchy prowiant i woda sprawdza się najlepiej, niczym baśniowe suchary jedzone przez hobbitów w trakcie długiej wyprawy.

Rowy, kurort, w którym można spotkać rekina, ludojada żarłacza :)

Nienajlepiej, mówiąc oględnie, wygląda obraz nadmorskiej gastronomii, którą mam okazję obserwować od kilku dni. Królują tu kebab, frytki oraz inne mało regionalne rarytasy. Aż serce boli, że nikt nie wymyśli sezonowej przekąskowi, bobu, fasolki szparagowej podawanej w sposób pozwalający na pałaszowanie uliczne. Gotowana kukurydza i popcorn królują na plaży. A gdzie jagodzianki? Gdzie lody na patyku? Dlaczego tak trudno wprowadzić proste przekąski oparte na sezonowych drach polskiego lata?

Smaki lata na wyciągnięcie ręki, ale nie w kurorcie...

Nawet święty Krzysztof nie udźwignie takiej diety. No, ale cóż. Turyści widać kochają ociekające od tłuszczu i klejące od cukru wysokokaloryczne i otłuszczające wątrobę foody. Mi to nie w smak. Kupiłam słonecznik i śliwki. Będę się nimi cieszyć i delektować.
A może znacie miejsca, w których sytuacja wygląda inaczej?

Dla tych, co tak jak ja, potrzebują pokarmów przygotowywanych z głową proponuję przygotowanie własnego prowiantu i zaopatrzenie się przed wyjazdem we własne zapasy owoców i warzyw.
No i można przygotować na drogę własne bułeczki. Przepis znajdziecie w poście prowincjonalne śniadanie mistrzów
Smacznego!
Ps. Ja tymczasem pożeram pustą plażę :)

pozostaje plażing ;)






Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza