03.05.2017

Zimna majówka i potrzeba smacznych kalorii

Zimno nie odpuszcza. Człowiek nie może spokojnie wyjść spod kocyka. Palimy na prowincji w piecach, a to już miało się dawno skończyć!!! Zimno i wilgoć w powietrzu dobijają. Rok temu, bawiliśmy się z przyjaciółmi w plenerze, a w tym roku, nadal najlepiej jest pod kocykiem.

No, czas odpędzić czarne chmury, czas umilić sobie te wolne dni. Czas wprowadzić ducha świątecznego pod strzechę i wnieść co nieco smaku na nasz stół.



Myślę sobie, że większość z Was lubi jeść dobre rzeczy, większość potrafi też coś smakowitego przygotować. Każdy ma swój specjał, który bez pudła wychodzi i staje się rodzinnym daniem popisowym. Ja też mam kilak takich dań. Dziś przedstawię Wam danie świąteczne, choć bardzo proste. Nauczyła mnie siostra, która w kuchni, mówiąc słowami młodzieży „wymiata”.  Żeby nie było, że u mnie na stole nie tylko kluchy i rustykalne smaki. Czasem lubimy coś „zagranicznego”.


Nic nie poradzę, że kocham kuchnię francuską. Posmakowałam jej u siostry i przepadłam. Mój mariaż z kuchnia francuską to też przygoda z „Kucharzem doskonałym”, romans, który zakończył się doktoratem i książką… Niestety tak się często składa, że teoretyczne rozeznanie w jakimś temacie nie często przekłada się na praktykę. Jako uboga doktorantka zgłębiająca tajniki kuchni staropolskiej nierzadko musiałam obejść się smakiem. Taki los, apetyt rozbudzony, portfel pusty. Taki los...



Kiedy dopadał i dopada mnie podły nastrój lubię pocieszyć się jakimś przyjemnym obrazem, najlepiej ruchomym. Tym sposobem rozkochałam się w kinie kulinarnym. A mój naj… smaczniejszy film to „Julia i Julia”. I tym sposobem wracamy do tematu kuchni francuskiej. A w niej masło, cała góra masła. I panierka, i glutenu bez umiaru. Po prostu grzech i seksowne chrupnięcie. Julia Child zaczęła gotować, kiedy była w moim wieku. To dla mnie pocieszające, wszystko przede mną.

A dziś przede mną świąteczna, majówkowa, z duża ilością masła Tarta ze smardzami. To moje połączenie klasyki i mojego prowincjonalnego zasobu naturalnego.



Ciasto
Ciasto do tarty, to najłatwiejsze ciasto w świecie. Kruche ciasto, do którego potrzeba mąki, schłodzonego masła i odrobimy wody, plus sól do smaku. Mąkę z masłem łączymy, by powstała z nich struktura mokrego pisaku. Następnie dolewamy odrobinę zimnej wody, by wszystko połączyło się w jednolite ciasto. Wyrobioną kulę chłodzimy, następnie rozwałkujemy i wkładamy do blachy lub formy do tarty. Następnie pieczemy ok. 15 - 20 minut. Widziałam porady, w których pisano, by na spód wysypać fasolę. Zapobiega to robieniu się pęcherzy. Ja po prostu nakłuwam ciasto widelcem. Piecze się zawsze tak samo idealnie.
Podczas, gdy w piekarniku piecze się nasz spód, przygotowujemy farsz albo wychodzimy za dom w poszukiwaniu odpowiednich składników.


Farsz
Wersja minimalistyczna, jednakże bardzo prosta to: drobno pokrojona wędlina, np. szynka gotowana – musi być coś bardzo delikatnego albo cieniuteńko pokrojony podrumieniony boczek, albo drobne kawałki ryby, np. łososia. Na spód ciasta wkładamy starty żółty ser, dodajemy wędlinę lub rybę, zalewamy masą jajeczno-śmietanową z tartym serem.
całość wkładamy do piekarnika do czasu wyrośnięcia masy jajecznej i pięknego ozłocenia.
Mój ulubiony bardzo prostu farsz składa się zawsze z maksymalnie trzech składników. Dziś zrobiłam jednak na bogato.

Ponieważ mamy obecnie sezon na smardze, a tak się składa, że same wpadły mi dziś w ręce, dodałam pokrojone pięknie te majowe grzyby. do całości dołączyłam tez drobniutko pokrojoną por. Na górę udało mi się wyczarować posypkę z sezamu…



Maślane szaleństwo uzupełniłam dodając do gotowego wypieku świeżej sałaty z rzodkiewką roszpunką i sosem z oliwy, musztardy, octu jabłkowego… Dla dzieci sok, dla dorosłych wino.
Lubię sobie tak właśnie umilać pochmurne, zimne i szaro bure prowincjonalne święta. 

Wierzcie mi, masło czyni cuda!!!

Smacznego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz