15.08.2018

Gar obfitości


Jest święto. Dzień wolny od pracy. Niebo zachmurzone, ale to nic. Jest chłodniej, przyjemniej. Chodzę po domu i cieszę się dniem. Najbardziej lubię być w domu. Tu odpoczywam naprawdę. W jednym garnku mieszam kolejną porcję powideł, obok przygotowuję obiad.
Dziś mam ochotę na mięso. Nie będzie to wpis miły wegetarianom. Na rynku kupiłam biodrówkę. Kawał mięsa z kością. Lubię, bo mama robi biodrówkę i zawsze wychodzi jej przednio. Zmierzam się z nią drugi raz w życiu. Myślę, że się uda. Choć dorównać kuchni mamy nie jest łatwo.

Składniki na gar obfitości:
Biodrówka 1kg
Dwie marchewki
Dwie papryki
Trzy cebule
Sól, pieprz, gałka muszkatołowa, cynamon.
Woda.

Pani w sklepie mięsnym na szczęście posiekała porcję biodrówki na wąskie plastry. Takie łatwiej przyrządzić. Jak to robię?


Opłukane w zimnej wodzie osuszam papierowym ręcznikiem. Ważne, by dobrze osuszyć, wówczas łatwo się przyrumienia i nie będzie strzelać na patelni. Suche plastry doprawiam: sól, pieprz, gałka muszkatołowa, odrobina cynamonu. Kładę na patelnię z rozgrzanym tłuszczem. Wieprzowinę najlepiej smażyć na smalcu. Szybko się przyrumienia. W tym czasie szykuję warzywa. Kroję cebulę, paprykę, marchew. Cebulowe krążki dokładam na patelnię. Lubię, kiedy się lekko przyrumieni.



Z warzyw robię warstwę, którą układam na dno szybkowaru. 


Następnie układam warstwę zarumienionego mięsa z patelni. Teraz czas na następną warstwę warzyw. W taki sposób układam wszystkie przygotowane składniki.
Czas zamknąć szczelnie obtoczoną warzywami biodrówkę. Odkąd zakupiłam szybkowar jestem bardzo z niego zadowolona i często używam go w kuchni oszczędzając czas, zwłaszcza przy przygotowywaniu mięsa.



Zamknięty szybkowar włączam na 35 minut. Mój jest elektryczny, ma programy, więc wybieram program „mięso”. To takie proste.
Mając w zanadrzu ponad pół godziny wolnego czasu mogę usiąść do komputera i napisać post. No i w kuchni czyściutko, bo to danie jednogarnkowe. Nawet nie będzie dużo garów do mycia. To lubię!



Zaraz zacznie pikać. To znak, że można przygotować naczynia i dodatki. Ależ to miłe uczucie. W domu o zgrozo zabrakło kaszy. Sklepy zamknięte, więc trzeba wykorzystać to co jest w kuchennej szafce. Ugotowałam makaron spaghetti, też się nadaje.
Danie podałam w miseczkach, mięso poszarpałam, ułożyłam warzywa i dodałam świeżego koperku.


Zawartość zniknęła szybko. Znak, że smakowało. Teraz można iść na bulwar – dziś w Toruniu Święto Wisły.

***
Jestem szczęśliwa. Piszę, bo bardzo to lubię. I trudno, jeśli piszę zbyt okrągłe zdania, nawet, jeśli tworzę nowe związki frazeologiczne – wybaczcie. Już tak mam, nie przeszkadza mi to w życiu. Gotuję, bo to kocham równie mocno. Mam wrażenie, że pędzę, choć robię to lekko. Jestem szczęśliwa, o takim stanie marzyłam przez lata. O spokoju, o tym, że nic nie muszę, nie muszę udowadniać. I ta ulga, że nie mam już nad głową wiecznie krytykujących i poddających w wątpliwość tego co robię mężczyzn. Wystrzegajcie się toksycznego towarzystwa! Lepiej idźcie w smaczne życie. Jest przyjemniej. Wolność smakuje bosko!

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza