09.09.2015

Mam tę moc, czyli o mroźnych chwilach na Prowincji

Czasami, nawet pośrodku lata, na Prowincji wieje chłodem. Mrożące wiadomości spadają na głowę boleśnie, to jakby ktoś wbijał w serce tępe sople lodu… Prowincja, moi drodzy, może odbić się czkawką. Czkawkę powoduje, jak wiemy, między innymi nagłe ochłodzenie. A jak się czka, to może ktoś o nas mówi? A jak mówi źle, to pieką nas uszy… Tak, tak, tak, mądrość ludowa ma swoje uzasadnienie, zwłaszcza na Prowincji.

Moja wyśniona Prowincja jest pełna ludzi wspaniałych, pełnych pasji, życzliwych, szczerych i uczciwych. Spędzanie z nimi czasu jest dla mnie prawdziwie inspirującą podróżą z prawdziwymi opowieściami. Zawiązuję relacje, które będę miała w sercu przez całe życie. Dzięki takim osobom chce się poznawać więcej, spotykać, rozmawiać, rozmawiać. Każde spotkanie to dla mnie lekcja. Jestem tu, bo chcę się uczyć, bo chcę chłonąć. To dla mnie prawdziwy uniwersytet. I nie potrzebuję na Prowincji uczonych głów, ważnych osobistości, by je głaskać i chwalić. Urzekają mnie prawdziwi ludzie, ludzie z krwi i kości, o których często nie przeczytacie w popularnych przewodnikach czy oficjalnych informacjach.

źródło: www.polona.pl
Są też niestety ludzie źli, nieuczciwi i nieżyczliwi. Tacy, dla których sukces innych jest powodem do knucia i kopania dołków. Pewnie jest tak wszędzie, ale na Prowincji mają oni większe pole do popisu, gdyż obsikują mniejsze terytorium. Są to często osoby z kompleksami i przerośniętym ego. To prawdziwe społeczne pasożyty, które żywią się kosztem innych. Takich ludzi nie lubię. Nie jestem życzliwa dla tych, którzy krzywdzą innych. Nie wchodzę w brudne układy, bo się ich brzydzę. I to tacy właśnie, choć na szczęście jest ich mniej, boją się „obcego”. To oni ustanawiają zasady relatywizmu moralnego. Obcych można kopać, ale swego, który rozwala od środka to co budowało wielu, nigdy. Kiedy widzę, że swym zachowaniem wykorzystują i krzywdzą niewinnych nie mogę bezradnie rozkładać rąk.
Lubię mówić prosto w oczy to co myślę. Nie mam na celu uprzykrzania komuś życia czy bezrefleksyjnego czepiania się. Jeśli zależy mi na kimś, na jakimś zjawisku podchodzę do niego z czułością. Jeśli krytykuję, to zawsze z myślą o tym, by pomóc. Robię to także w stosunku do własnych dzieci. Widząc, że robią coś głupiego, rozmawiam z nimi, mówię im o tym, bo mi na nich zależy.

Płacę za siebie, nie biorę nic na zeszyt. Mam czyste konto. I jestem z tego dumna.

Wrażliwość etnologa pomaga na interpretacji zdarzeń na polu osobistym. Wiemy, że obcość i nowości, są przez zasiedziałe tradycyjne wspólnoty postrzegane jako zagrożenie. Z jednej strony obcy może fascynować, z drugiej wzbudzać lęk i obawy. Zwłaszcza, kiedy za bardzo wchodzi w lokalne środowisko, poznaje sekrety i gromadzi kapitał społeczny. Kiedy próbuje się uniezależnić, bo okazuje się, że zależność jest tylko pozorna.



Moi drodzy, bycie obcym na nowym lądzie to wielka lekcja przetrwania. Trzeba nauczyć się pływać i być czujnym. Najpierw cię obwąchują, poznają, że masz dobre intencje i biorą ile się da z twojej bezinteresownej pomocy. Stwarzają pozorne wspomaganie, które jest tylko pustymi słowami zapisanymi na ulotkach. A później wydaje im się, że mają cię całą dla siebie.


Na nic nadchodząca epoka lodowcowa, kiedy w sercach żar i ciepło bijące od niezawodnych przyjaciół. Dobre emocje potrafią stopić nawet największe sople i tafle lodu. 
Ogrzewają też koty, a psy swoją bezinteresowną radością powodują, że uśmiech nie schodzi mi z twarzy. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz