20.04.2015

Ziemniaczane cuda

Pisałam już o topinamburze, który był dla mnie symbolem moich historyczno-kulinarnych pasji. Wspominałam też o jego karierze w ostatnich czasach. Tak, jestem pod wrażeniem tej bulwy...

Ale jako dziewczyna rodem w Wielkopolski, zainspirowana moimi ostatnimi powrotami do rodzinnego miasteczka, rozsmakowałam się w ziemniakach. Bo przecież miejsce, z którego pochodzę jest kulinarnym centrum kartoflanym. Ziemniaki, kartofle, pyry… A z nich cuda cudeńka. Dla mięsożernych, jak i dla wege-smakoszy! Była mowa o Dziadach, które w swojej prostocie są po prostu bajeczne. Dziś jednak, postanowiłam zmierzyć się z inną formą ziemniaczanego szaleństwa.

Ziemniaki, pomimo tego, że lubię, jadam niezbyt często. Wynika to oczywiście z lenistwa, do którego bez bicia się przyznaję. Obieranie ziemniaków, to dla mnie przykry obowiązek, dlatego też najczęściej jadam „w mundurkach”. Naprawdę nieczęsto można u mnie posmakować placków ziemniaczanych, czy innych wymagających wieloetapowych przygotowań potraw. Ale dziś będzie inaczej!

W trakcie swojego „dorosłego” życia podchodziłam do nich kilka razy. Zawsze kończyło się to klapą. Siedziałam na telefonie, zapisywałam skrzętnie przepis i porady przekazywane przez mamę, której zawsze wychodziło świetnie. Jednak moja ręka w tym zakresie nie była w stanie zmierzyć się z legendą wielkopolskiego wiejskiego stołu. Trud wykonania tej potrawy, jak zresztą wielu innych, polega na tym, że proporcje większości składników są określane: „na oko”. A jak mawiał mój ojciec – „na oko, to chłop w szpitalu umarł…”
Co tak bardzo mi nie wychodziło? Co mi dzisiaj wyjść musi? Żelaźnioki.




Oto przepis:

Składniki (ilość „na oko”)
ziemniak surowy,
mąka,
jajko,
sól, pieprz.

Ziemniaki obieramy, ścieramy na tarce o najmniejszych oczkach, odcedzamy ze zbyt dużej ilości soku, dodajemy mąkę (na oko – w zależności od ilości ziemniaków) oraz jajko. Doprawiamy. Ciasto musi być dość gęste i zwięzłe. Gotujemy wodę, gdy zacznie wrzeć, wrzucamy, formowane łyżką kluski. Gotujemy kilka minut.

Podajemy z cebulką prażoną, boczkiem, kapustą kiszoną podsmażoną.


Na północy jadłam takie kluchy z twarogiem i skwarkami, też było smaczne, ale ja dziś tradycyjnie – po wielkopolsku. Smacznego!

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza